x

O zespole Tołhaje

Zespół TOŁHAJE powstał wiosną 2000 r. z inicjatywy dwóch muzyków Damiana Kurasza i Janusza Demkowicza. Po krótkim czasie dołączyli do nich inni muzycy, pochodzący z terenów Podkarpacia: Marysia Jurczyszyn, Tomasz Duda, Jakub Mietła, Robert Krok, Łukasz Moskal i Piotr Rychlec. W swojej twórczości, zespół czerpie inspiracje m.in. z tradycji Bojków i Łemków – grup etnicznych zamieszkujących Bieszczady przed 1947 r., z kultury muzycznej terenów Polski południowo-wschodniej (Lubelszczyzna) oraz grup etnicznych dzisiejszej Ukrainy. Zespół koncertował na scenach całego kraju i Europy (m.in. Sziget – Budapeszt, Pohoda Festival – Trencin czy Pulse Festival – Londyn). W czerwcu 2002 r. grupa reprezentowała Polskę na XXIII Festiwalu Europejskiej Unii Radiowej (EBU) w Mölln (Niemcy). Większość członków zespołu współpracowało z artystami światowej sceny muzycznej, tj. Gordon Haskel, John Lord (Deep Purple), Nigel Kennedy, Michael Bolton, a także z czołówką polskiej sceny: Katarzyna Nosowska, Kayah, Hey, Maria Peszek, Smolik, Pink Freud, Kora, Ewa Bem, Stanisław Soyka, Gaba Kulka, Justyna Steczkowska, Zakopower, Piotr Rubik, Michał Bajor i wiele innych. Jesienią 2013 r. zespół Tołhaje dostał propozycję współpracy przy tworzeniu ścieżki dźwiękowej do serialu „Wataha” wyprodukowanego przez HBO Polska. Przy realizacji projektu powstało kilka premierowych utworów, a niedługo potem pomysł, aby zebrać je na nowej płycie pt. „Czereda”.

tolhaje-live-sepia

W kwietniu 2003 roku zespół został laureatem Folkowego Fonogramu Roku 2002 za płytę „A w Niedziela Rano” – nagrody ufundowanej przez Radiowe Centrum Kultury Ludowej przy Polskim Radiu. Płyta była również nominowana do nagrody Fryderki 2003 w kategorii „Etnofolk”.

Stereokarpaty”. „Στέρεος” (czyt. stereos) oprócz określenia jakości dźwięku, oznacza po grecku „solidny”, „mocny”, „dobrze zbudowany, skonstruowany”. Taka jest właśnie propozycja Tołhajów – dojrzalsza, dopracowana i otoczona karpackimi, stereofonicznymi inspiracjami. Na materiał składają się głównie kompozycje inspirowane utworami ludowymi z pogranicza Polski i Ukrainy, zaśpiewane po ukraińsku oraz we wschodniokarpackich dialektach przez Marysię Jurczyszyn.

Trzeci krążek Tołhajów nosi tytuł „Czereda” – to specjalna reedycja z utworami, które pojawiły się w serialu HBO Polska „WATAHA”, z fragmentami z koncertu ArtCelebration: Eastern Roots w ramach festiwalu Wschód Kultury/Europejski Stadion Kultury w Rzeszowie (2014) z towarzyszeniem sekcji smyczkowej oraz z czterema premierowymi, energetycznymi kompozycjami. Skąd nazwa płyty? Czereda to zgraja, wataha, grupa ludzi, która podąża tą samą drogą. To także burza myśli i pomysłów, jakie się narodziły podczas powstawania nowego materiału, w przypływie weny, która pojawiła się krótko po propozycji współpracy z HBO. Ponadto pojęcia czereda i wataha są nam bardzo bliskie, bo tak kiedyś określano też grupy zbójników bieszczadzkich – tołhajów.

Obecny skład zespołu:

  • Marysia Jurczyszyn – śpiew
  • Damian Kurasz – gitary
  • Tomasz Duda – saksofony
  • Janusz Demkowicz – gitara basowa
  • Łukasz Moskal – perkusja
  • Piotr „Falko” Rychlec – akordeon, realizacja dźwięku
  • Kuba Wolanin – instrumenty perkusyjne
  • Maciek “Korba” Cierliński – lira korbowa

Podczas nagrań i koncertów w ostatnim czasie brali również udział muzycy sesyjni:

  • Grzegorz Czuchaj – saksofony
  • Grzegorz Kańtoch – instrumenty perkusyjne
  • Piotr Pociask – gitary
  • Rafał Inglot – perkusja
  • Paweł Gielarek – theremin

Współpraca:

Projekty okładek, webdesign oraz wizualizacje:

RECENZJE

 

Tołhaje – w stereo i niemal w kolorze.

Po niemal ośmiu latach od nagrania debiutanckiego krążka „A w Niedziela Rano”, Tołhaje wracają z nowym materiałem. W pięknym stereo, i niemal kolorze. Przez tych kilka lat, mimo, że sporo koncertowali, zrobiło się o nich nieco cicho. Zajęci współpracą z innymi zespołami (m.in. z Pink Freud, Nosowską, czy Zakopowerem) doskonalili muzyczny warsztat. A czas potrzebny na przemyślenie nowego materiału wyszedł im chyba na dobre. Ale uwaga: fani poprzedniego wydawnictwa, oczekujący skocznych melodii na folkową nutę mogą poczuć się miejscami zaskoczeni. Bowiem „Stereokarpaty” to płyta dojrzalsza, a muzycy nie szukają ani „deepforestowych” efektów, poklasku, ani łatwych akordów. Już po pierwszym utworze, który łączy jeszcze nowa płytę z poprzednią, zespół zaskakuje słuchacza burzeniem linii melodycznej w najmniej oczekiwanych momentach. Po to, aby móc – o ile zgodzimy się na taką grę – wracać do tych samych utworów nie raz, bawiąc się jazzującym folkiem, brzmieniem liry korbowej (gościnnie Maciej „Korba” Cierliński), czy też elementami vintage’owej elektroniki spod znaku theremina. A jak daleko sięgają ich muzyczne inspiracje i pomysły słychać choćby w „Da Za Gora, Da Za Lias” – takiego pulsującego, gitarowego przejścia  nie powstydziłby się w swoich folkowych produkcjach nawet Peter Gabriel.

Mimo dynamicznego charakteru (wspaniały bas i wykreowana przestrzeń), to album nieco melancholijny, odwołujący się do wspomnień z dzieciństwa, Księżyca (zamykająca płytę „Kołysanka”), ojczyzny sprzed czasów wojny i poszukiwania miłości przez ówczesnych (a może przede wszystkim obecnych?) mieszkańców Karpat. Utwory zaśpiewane pięknym, białym głosem przez Marysię Jurczyszyn w mieszance ukraińskiego i wschodniokarpackich dialektów zostają długo w pamięci. Kilka dni temu wędrowałem po bieszczadzkich połoninach bez odtwarzacza mp3 i słuchawek, nucąc sobie w myślach „Ej, Było Ne Hrymilo”, czy też „Oj, Ne Budu, Ne Budu”, które były fantastycznym tłem dla krajobrazów i przestrzeni Karpat Wschodnich.

Polecam tą płytę tym, którzy oczekują od produkcji folkowych czegoś więcej, niż perfekcyjnego odtwarzania ludowych melodii na tradycyjnych instrumentach co do nuty. Dzięki dopracowanemu brzmieniu i własnym pomysłom, Tołhaje przemycają to, co najbardziej istotne między folkowymi nutami. Własną, nieskrępowaną kreatywność przy wielkim szacunku dla oryginalnej muzyki ludowej.  Warto.

Stanisław Strzyżewski / Bieszczady.pl

 

Recenzje archiwalne (płyta „A w Niedziela Rano”)

Tołhaje to węgierska nazwa zbójników karpackich grasujących w Beskidach. Wskazuje ona również źródło inspiracji muzycznych, z którego czerpał Damian Kurasz, kompozytor i aranżer „Tołhajów” – na muzykę Łemków i Bojków, dawnych mieszkańców Bieszczad.

Muzyka żywa, wysmakowana, współczesna w brzmieniu, intrygująca, rozwijająca się stylistycznie między jazzem a folkiem i świetnie grana! Muzycy wytrawni, doskonale radzą sobie z improwizacją, tak istotną zarówno w jazzie jak i folklorze.

Brzmi też pięknie biały głos Marysi Jurczyszyn, młodej śpiewaczki z tamtych terenów, wykonującej piesni z łemkowskiej tradycji. Pierwsza płyta „Tołhajów” to od razu dojrzała artystycznie płyta, z której najbardziej lubię „Stuposiany” – impresję na temat ludowych melodii.

Maria Baliszewska

dyr. Radiowego Centrum Kultury Ludowej

• • •

Określenie zespołu Tołhaje (dawniej – węgierscy zbójnicy) „po prostu” folkowym byłoby uproszczeniem. Wprawdzie muzycy szukają inspiracji przede wszystkim w kulturze Bieszczad i Lubelszczyzny, ale pierwsze kroki stawiali jako jazzowy Kwartet Bieszczadzki. Dopiero nowi członkowie, a w szczególności Marysia Jurczyszyn, odmienili charakter grupy. Płytę zdominowały elementy zaczerpnięte głównie z muzyki Łemków i Bojków, z dodatkiem m.in. drum’n;bassu i jazzu właśnie. Nie brzmi to jednak jak luźna mieszanka kompozycji. Mamy tu do czynienia z jednej strony ze starannie przemyślaną całością, gdzie nic nie znalazło się przypadkiem, z drugiej – z bogactwem pomysłów i impresji, które doskonale wzbogacają tradycyjne melodie. Wszystko idealnie się uzupełnia i nic nie budzi zastrzeżeń. Utwory na debiutanckim krążku można podzielić na mniej lub bardziej udziwnione, jednak umieszczone obok siebie wcale się nie gryzą. Łączy je swoista magia. Dlatego zarówno skoczne, „góralskie” („Stuposiany”, „Hejże chłopcy”), jazzująca „Kołysanka”, jak i końcowy elektroniczny „Remix” znakomicie do siebie pasują. Trzeba jednak podkreślić, że folkowość Tołhajów ma się nijak do biesiadnego, Brathankowo-Golcowo cepeliowskiego popu. Ci „zbójnicy” momentami wyczarowują coś na granicy dalekowschodniej mantry i bliskiej Słowianom szamańskiej wręcz pieśni. Największe wrażenie zrobiła na mnie „Cariwna”, brzmiąca chwilami jak arabski utwór, w którym pobrzmiewają dalekie echa „Kaszmiru” Zeppelinów. Warto zwrócić uwagę na wokalistkę, dziewczynę o korzeniach łemkowskich, śpiewającą pięknym i mocnym głosem. Przepiękna jest też „Kołysanka” – utwór niemal hipnotyzujący, zbliżony klimatem do motywu Krzysztofa Komedy z „Dziecka Rosemary”. Warto podkreślić, że cała płyta jest autentyczna. Słychać, że muzycy nie kierowali się koniunkturalną modą na folk, lecz sercem. Czerpią z wielu źródeł i uzupełniają je swoją wrażliwością. Efektem jest przestrzeń i kameralność, zabawa i zaduma, tradycja i nowoczesność, a to wszystko zainspirowane kulturą tak bliską, a tak mało znaną jednocześnie.

Magda Zwolińska

„HiFi i muzyka”, marzec 2004

• • •

Bieszczadzcy rozbójnicy po kilku latach działalności wydali płytę. Już od pierwszych taktów duch gór i dzikość Bieszczad towarzyszy muzyce. Wspaniałe połączenie jazzu, etno i folku łemkowsko – bojkowsko-lubelskiego nie ogranicza się tylko do samych mariaży. To coś więcej, zdecydowanie więcej! Zespół eksperymentując także m.in. z artrockiem, drum’n’bassem i freejazzem stworzył niepo-wtarzalny klimat i tchnął w każdy z tych nurtów muzycznych zdrową świeżość.

Każdy z 12-tu utworów jest nieco inny a cała płyta robi wrażenie przemyślanej całości. Świetnie zaaranżowane i zagrane utwory wciągają i wprowadzają w swoisty transik… Instrumentale przeplatają się z pieśniami, elektronika ze śpiewem na krzyku – są to co prawda eksperymenty muzyczne znane fanom ambitnej muzy – jednak Tołhaje stworzyli rzecz absolutnie nową oraz własne brzmienie i należą im się za to wielkie brawa! Kiedyś, nie tak dawno nawet, toczyła się dyskusja o przyszłości folku – Tołhaje właśnie wskazali jedną z możliwych dróg, jedną z najlepszych dróg.

Ziutek

• • •

Muzyka zespołu Tołhaje to nowy, zaskakująco dojrzały projekt artystyczny.

Tradycyjne tematy muzyczne z wielokulturowego pogranicza polsko-ukraińskiego (Bieszczady) dzięki błyskotliwym i progresywnym jazzowym aranżacjom, zostały przekształcone w „nowy muzyczny świat”. Ta muzyka zaskakuje swoją oryginalnością i bogactwem wyobraźni…

Sławomir Król

Wydawnictwo FolkTime

• • •

Recenzja subiektywna

Szczerze przyznam się – jak to się mówi – „bez bicia”, że kibicuję Tołhajom praktycznie od samego początku powstawania płyty „A w niedziela rano” i podpatrywałem prace nad jej powstawaniem próbując uchwycić atmosferę panującą podczas jej nagrywania w grafikach oraz doborze fotografii zarówno do strony internetowej zespołu, jak i projektu okładki.

Tołhaje to zespół prawdziwie bieszczadzki, a jego skład to mieszanina nie tylko wspaniałych charakterów, ale i zwyczajów, kultur i narodowości. Tak jak w Bieszczadach, gdzie od wieków karpackie klimaty przenikały elementy czysto polskie, ukraińskie, łemkowskie, węgierskie i inne.

Materiał znajdujący się na debiutanckiej płycie Tołhajów zawiera mieszaninę jazzu, ukraińskich i łemkowskich elementów muzyki ludowej z lekką domieszką elektroniki.

Muzycy oraz ich przesympatyczna wokalistka Marysia w wyważony sposób nie boją się łączyć tego, co jeszcze nie tak dawno dzieliło Bieszczady – klimatów z naszego regionu i tych zza naszej południowo-wschodniej granicy. Tworzą muzykę, która aż tętni pozytywnymi, karpackimi wibracjami.

Moim zdaniem spośród utworów na szczególną uwagę zasługują „Carivna” (za przepiękną, melancholijną melodię i śpiew Marysi), „Powiedzże mi” (fantastyczna aranżacja) oraz zamykający płytę „Remix” będący zaskakującym „echem” tytułowego utworu. Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze troszeczkę podobnych klimatów w przyszłej twórczości Tołhajów.

Szkoda, że na płycie nie znalazł się przesympatyczny utwór „Siedem jagódek” – może pojawi się on na koncertach? :-)

Stanisław Strzyżewski / Bieszczady.pl

• • •

Tołhaje z Polski już wcześniej poddawali próbie cierpliwość publiczności, której duża cześć stanowiły osoby starsze. Ich muzyka, zapowiedziana jako „jazz z tradycyjnymi korzeniami” obrała tego wieczoru mocno eksperymentalny kierunek. O dziwo publiczność, poza nielicznymi wyjątkami, pozostała zdecydowanie na swoich miejscach. Oklaski były zasłużone, gdyż ci młodzi muzycy, zdobywcy nagrody, grają bez wątpienia świetnie na swoich instrumentach i maja muzyczne wyczucie tego, co prezentują. Zresztą pokazali w sobotą na rynku, ze maja opanowany także bardziej konwencjonalny, ludowo-jazzowy program, składający się z uroczo zaaranżowanych, bardzo rytmicznych pieśni i tańców. Szczególne wrażenie wywarła młoda wokalistka swoim mocnym i pełnym wyrazu głosem.

Płytę Tołhajów uważam za najlepszą. Udał się stworzyć muzykę bardzo oryginalną i prawdziwą, jednocześnie tradycyjną i współczesną, wykraczające poza granice gatunków. Nagroda ta należy się Tołhajom także za wspaniałe wykonanie: brawurowe, energetyczne, pełne fantazji i spontanicznej radości z grania, która szybko udziela się słuchaczom. To chyba najlepsze wzorce tradycyjnego wykonania. Wrażenie robi także piękny, mocny głos Marysi Jurczyszyn.

Aneta Prymaka

Gazata Wyborcza

• • •

Elektryzujące zderzenie pięknego, przejmującego białego głosu śpiewu młodej dziewczyny ze współczesnymi wariacjami na temat tradycyjnych brzmień. Chwilami aż ciarki po krzyżu chodziły. Niektóre pieśni mają wręcz transowy charakter, sprawiając wrażenie uczestnictwa w transgresyjnych rytuałach szamanistycznych nowego milenium.

Olaf Szewczyk

Gazeta Wyborcza